Nie można powierzyć
Kategorie

Nie można powierzyć

Nie można powierzyć władzy nad krajem garstce ludzi, których jedynym atutem są latyfundia i szlachetna krew. Dążył do stwo­rzenia nowej arystokracji, arystokracji czynu, śmiałych przed­sięwzięć handlowych i przede wszystkim pieniądza. Defensor poczyna sobie bardzo energicznie. Ogłasza listy do całej szlachty i nawołuje do dobrowolnego opodatkowania się na rzecz skarbu państwa. Bez armii, a przede wszystkim bez sil­nej floty nie ma mowy o zwycięstwie. Obiecuje w przyszłości przywileje i opiekę dla tych, którzy staną po jego stronie w mo­mencie najcięższej próby i hojnie potrząsną kiesą. Apel odnosi skutek. W chwili gdy Jan Kastylijski, stanowczo dopominający się o tron, decyduje się na oblężenie Lizbony, Defensor ma już siedem uzbrojonych żaglowców, trzynaście ga­ler i jedną galeasę *. Jest to wprawdzie niewiele wobec trzynastu galer, czterdziestu żaglowców i karak armady kastylijskiej, ale Lizbona broniona jest silnie z siedemdziesięciu trzech wież odno­wionych w pośpiechu murów miejskich, a ujście rzeki Tajo blo­kują dwie silnie uzbrojone galery. Następuje oblężenie, jedna z najczęstszych scen średniowiecz­nego teatru wojny, z nieprzejrzaną ilością wojsk, taborów i na­miotów. Szesnastego stycznia o godzinie dziewiątej rano ukazuje się, pchana przychylnym wiatrem, armada portugalska. Pośpieszne sygnały bojowe w obozie wroga i oto zaczyna się jedna z tych bitew morskich, które służyły potem za temat malarzom i poe­tom. Bitwa pod białymi i czerwonymi żaglami wybrzuszonymi wiatrem, bitwa odbywająca się przy akompaniamencie uderzeń wioseł o wodę, bitwa z tradycyjnym abordażem, kiedy stalowymi hakami przyciąga się pokład nieprzyjacielskiego okrętu, przerzu­ca pomost i następuje walka wręcz... Pada po ciężkiej walce nadbrzeżna twierdza Almada, która we­dług słów kronikarza „...tak bardzo cierpiała od braku wody, że chleb musiano piec na winie\". Kastylijczycy zatapiają trzy stat­ki Defensora, ale w końcu portugalska armada przedziera się do oblężonej Lizbony i osłania ją od strony morza. Zaczyna się drugi akt. Występuje w nim postać ponura, nie­odzowna towarzyszka średniowiecznych wojen i oblężeń — za­raza. Łaskawsza jest dla zamkniętych w twierdzy niż dla agre­sorów, rozłożonych obozem pod murami miasta. Dopóki grasuje wśród obozowych ciurów i pośledniejszego rycerstwa, nie tra­ktuje się jej zbyt serio, ale kiedy zaczyna sięgać możnych, w obozie kastylijskim wybucha panika. Umiera po dwustu ludzi dziennie. Gdy zaraza atakuje czekającą w luksusowym namiocie na należną jej koronę królową, Jan Kastylijski daje sygnał do odwrotu. Do kraju wraca smutny pochód z czarnymi trumnami tych, którzy zapragnęli, aby ich zwłoki dowieziono do ziemi ro­dzinnej. A w oswobodzonej Lizbonie radość obrońców i procesje dziękczynne... Szóstego kwietnia 1385 roku zbiera się Cortez i ofiarowuje De­fensorowi najcenniejszą

Poprzedni - Leżała w pier­wszym
Następny - Rzecz, jaką rozporządza

Strony pokrewne